Zanim przejdę do książki pozwólcie, że skorzystam z metody stosowanej przez Sokratesa chcącego wzbudzić zainteresowanie swojego audytorium i zacznę od dość szokującego stwierdzenia – PIENIĄDZE DAJĄ SZCZĘŚCIE. Potwierdza to nauka, a przynajmniej najnowsza publikacja Harvard University (USA) autorstwa wiodącej harwardzkiej autorki i badaczki Ashley V. Whillans. Artykuł „Pnas” nie zostawia cienia wątpliwości: w redukowaniu stresu nie ma znaczenia to, ile mamy pieniędzy, a to, co z nimi robimy. To może sprowadzać się do płacenia komuś za wykonywanie za nas domowych obowiązków i przeznaczanie tak zaoszczędzonego czasu na coś innego lub minimalizowanie finansowej niepewności.

Według hiszpańskiego raportu z badania BlackRock’s Investor Pulse Survey 60% Hiszpanów martwi się, że nie uda im się zgromadzić wystarczających oszczędności przed emeryturą. 32% Brytyjczyków natomiast uważa, że nie zarabia wystarczająco, aby móc ze spokojem myśleć o swojej emeryturze – czytamy w raporcie. (A jak jest w Polsce? Aż 30% badanych uważa, że gwarantowana przez państwo emerytura nie wystarczy na zaspokojenie podstawowych potrzeb, a 61% przyznaje, że w takiej sytuacji będzie rozważać podjęcie pracy dodatkowej, Źródło: TNS, sierpień 2017 przypis redakcji bloga 🙂 ).

Oszczędzanie to jedno z możliwych rozwiązań, jednak wspomniane wyżej badanie pokazuje, że tylko połowa Hiszpanów (i 60% Brytyjczyków) oszczędza regularnie ale niewiele, ponieważ na każde zarobione 100 EUR trafia do ich skarbonek zaledwie 7 EUR. Houston, mamy problem….

Niepokój dotyczący oszczędzania jest na tyle wielki, że proste narzędzie pozwalające kontrolować budżet stało się jedną z najlepiej sprzedających się książek na całym świecie. Fenomen (w Hiszpanii opublikowany przez Blackie Books) to Kakebo. To uproszczona wersja słowa Kakeibo (家計簿), które według japońskiego analityka biznesu Kenshiro Mitsumatsu, oznacza dosłownie „domową księgę ułatwiającą oszczędzanie”.

Kakebo przyciąga atrakcyjnym designem, który pozwala użytkownikowi ręcznie rejestrować wszystkie wydatki i przyporządkowywać je do oznaczonych różnymi kolorami kategorii, takich jak: utrzymanie, rozrywka i przyjemności, kultura i inne. Całkowita kwota wydatków użytkownika jest obliczana na koniec każdego miesiąca, analizowana i oznaczana za pomocą animacji. Dla przykładu, świnka oznacza oszczędności, a wilk złoczyńcę, czyli wydatki. Książka także stawia pytania i oferuje rady, które mają pomóc czytelnikom w osiągnięciu ich finansowych celów („Obiecuję…”, „Jakie są Twoje cele?”, itd.).

Być może wyjaśnieniem dlaczego, chcąc oszczędzać, sięgamy do Dalekiego Wschodu jest waga, jaką kultury te przykładają do mądrego zarządzania swoimi dobrami. „W porównaniu do Hiszpanów, niespodziewane wydatki martwią Japończyków o wiele bardziej. Muszą płacić za wszystkie usługi, z których korzystają, stąd też od najmłodszych lat uczą się, jak odkładać pieniądze na czarną godzinę” wyjaśnia Mitsumatsu.

Dlaczego oszczędzanie wydaje nam się takie trudne?

„Czasem nie jest to kwestią tego, że zarabiamy za mało, ponieważ wręcz przeciwnie, im więcej zarobimy, tym więcej wydajemy, ani też nieodpowiedzialnego zachowania, a kwestią braku świadomości, na co wydajemy nasze pieniądze”, wyjaśnia niezależny doradca finansowy Berta González. Właśnie to zmotywowało Karolinę, okulistkę z Madrytu i matkę dwójki dzieci, do kupienia książki. „Chciałam zrozumieć, na co wydaję [moje pieniądze], bo nie byłam tego świadoma”, przyznaje.

Japoński dziennikarz Matoko Hani (1873-1957) zaprojektował takie uświadamiające narzędzie, chcąc umocnić pozycję kobiet już na początku XX wieku. W tamtym czasie, w Tokio, kobiety nie mogły pracować poza domem i mogły odkładać dla siebie wyłącznie to, co pozostawało z pensji męża po uregulowaniu wszystkich domowych wydatków. Dla tych kobiet skuteczne zarządzanie domem było kluczową kwestią.

Hani, autor najstarszej feministycznej japońskiej publikacji pt. „Fujin no tomo” (Przyjaciel kobiet), powszechnie uważany za pierwszego japońskiego dziennikarza koncentrującego się na problemach kobiet zachęcał swoje czytelniczki do sprytnego zarządzania finansami. To doprowadziło ostatecznie do opublikowania w 1904 r. pierwszego kakebo. Oddźwięk publikacji był na tyle duży, że czterdzieści lat później pojęcie zaczęło żyć własnym życiem. Dziś dziesiątki kakebos podbijają nie tylko Japonię, ale i cały świat.

„Kakebo pozwala użytkownikom ręcznie rejestrować wszystkie wydatki i przyporządkowywać je do oznaczonych różnymi kolorami kategorii”.

Czas to przemyśleć…

Tak jak miliony nowo nawróconych oszczędzających w japońskim stylu, Karolina rozpoczyna każdy rok i miesiąc od zanotowania funduszy, jakie ma do swoje dyspozycji. Następnie określa, ile chce (i może) wydać i obiera sobie małe cele, takie jak „odłożyć 100 EUR na wakacje”. Jak podkreśla González większość ludzi odkłada to, co im zostało, podczas gdy znacznie efektywniej jest zdefiniować sobie jasny cel, który będzie motywował [do oszczędzania] i potem zgodnie z tym planować swoje wydatki.

Dalej wszystko jest już kwestią dwóch, trudno osiągalnych cech: nieugiętości w dążeniu do celu i determinacji. „To tylko wydaje się skomplikowane, w rzeczywistości takie nie jest, ponieważ zanotowanie wydatków zajmuje zaledwie minutę”, zachęca Karolina. Być może już samo przyglądanie się kakebo jest kluczem do pokonania trudności z oszczędzaniem, które w ekonomii zwane jest hiperbolicznym obniżeniem wartości określającej tendencję do preferowania wcześniejszych zysków nad późniejsze.

Russel James, profesor na Univerity of Texas (USA) badający zastosowanie metod neurokognitywnych w podejmowaniu decyzji finansowych na jednym ze swoich wykładów przeprowadził pewien eksperyment. Zapytał studentów, czy w kolejnym tygodniu chętniej sięgną po czekoladę czy owoc. Ponad 70% z nich wybrało zdrowszą opcję, jednak na przerwie prawie taki sam odsetek studentów zdecydował się na drugą z opcji. Pokusa jest silna, jednak, jak twierdzi James, zatrzymanie się, refleksja i przypomnienie sobie o naszych celach może nam pomóc wyjść z takiego transu. Tak stało się w przypadku Karoliny. Jej zaskoczenie było wielkie, gdy okazało się, że nawet niewielka suma dodana do szacowanych na koniec miesiąca oszczędności pomogła jej zmienić nawyki. „Teraz kupuję znacznie mniej piwa i częściej jadam śniadania w domu”.

Pióro jest potężniejszą bronią…

Gdy Karolina zapisuje każdy swój wydatek w swoim papierowym kakebo, rozumie i zapamiętuje informacje lepiej, niż gdyby korzystała z aplikacji czy komputera. Ta teoria została poparta pracą pod tytułem „The pen is mightier than the keyboard” (Pióro potężniejszą bronią od klawiatury), której autorami są psycholog Pam Mueller z Priceton University (USA) oraz Daniel Oppenheimer z University of California (USA). Publikacja udowadnia, że pisanie odręczne wymaga więcej wysiłku oraz uwagi niż pisanie na klawiaturze, przez co zwiększa naszą zdolność do zapamiętywania informacji. „Wolę format notatnika, ponieważ zwykle mam mało czasu i pisanie w nim wydaje mi się szybsze niż pisanie na telefonie. Poza tym dzięki temu nie muszę się martwić o to, czy dzieci nie dopisały czegoś, bawiąc się klawiaturą”, dodaje śmiejąc się.

Do tego wszystkiego należy dodać, że „kakebo jest po prostu śliczne”, wyjaśnia okulistka. Jeśli sama książka nie pomaga nam w oszczędzaniu, musimy podjąć wysiłek i (koniecznie w tej kolejności) przeanalizować na co wydajemy nasze pieniądze, określić cele, przeprowadzać codzienną analizę i, co najbardziej istotne, oprzeć się pokusie – to sprawi, że całe to ćwiczenie będzie bardziej znośne. Posługując się słowami samej Karoliny: „[kakebo] sprawia, że oszczędzanie jest bardziej przyjemne”.

Elvira del Pozo